- Jason? To...to ty?- głos mi się złamał. Zalałam sie łzami.
- Zgadłaś.- powiedział rozbawionym głosem.
- Dlaczego to robisz? Co ja ci zrobiłam?!- krzyknęłam do niego, a on znowu uderzył mnie w twarz.
- Nie udawaj, że nie pamiętasz!- wrzasnął na cały głos.- Po śmierci twoich rodziców wyjechałaś do swojej ciotki. Zostawiłaś mnie samego! Wyjechałaś beż żadnego pożegnania! Nawet mi o tym nie powiedziałaś! Straciłem jedyną bliską mi osobę! Byłaś dla mnie jak siostra!- przez chwilę milczał.- Niall pożałuje!
- A co do tego wszystkiego ma Niall?- spytałam zdziwiona.
- Od zawsze cię kochałem! Kiedy pierwszy raz się poznaliśmy, nie mogłem przestać o tobie myśleć! Inni pomyśleliby, że to zwykłe dziecięce zaloty, ale ja z dnia na dzień kochałem cię bardziej! A kiedy zobaczyłem cię wtedy w klubie, z NIM, miałem ochotę go zamordowac! Nie mogłes się z tym pogodzić, że on cię ma, a ja nie miałem tej szansy! Ale teraz obydwoje pożałujecie!- ostatnie słowa wykrzyczał mi w twarz.
- Jason, ja...- urwałam. Nie wiedziałam co powiedzieć.- Myślisz, że tylko ty na tym ucierpiałeś?! Wyjechałam, wiem. Ale cały ten czas myślałam o tobie! Byłeś jedyną osobą, która nie uwarzała mnie za wariatkę! Ty jedyny chcialeś sie ze mną zadawać! Kochałam cię tak samo jak ty mnie! Może nie odwzajemniałam twoich uczuć, ale cię kochałam! Bardziej niż myślisz!- krzyknęłam, a on podszedł do mnie i rozwiązał mi ręce. Wpił się w moje usta i bezwładnie położył swoje cięzkie ciało na moim. W jedenj chwili chciałam go odepchnąć, ale coś mi na to nie pozwoliło. Nagły impuls. Wplotłam palce w jego gęste, blond włosy. Chłopak jedną ręką dotykał moich gołych pleców, a drugą trzymał mój kark. Wydawałam z siebie ciche pomruki. Jason uśmiechał się w cazsie pocałunków.
- Nawet nie wiesz ile na to czekałem.- wyszeptał i pocałował mnie namiętniej. W pewnej chwili przypomniałam sobie pocałunki z Niallem. Były inne niż te z Jasonem. Delikatniejsze i...wyjątkowe! Sprawnym ruchem odepchnęłam od siebie ciężkiego chłopaka i usiadłam podkulając nogi.
- Nadal go kochasz.- wymamrotał pod nosem. Spojrzał na mnie i wyszedł. Miał rację. W głebi serca, nadal kochałam Nialla. Znaczył dla mnie wiele. Nadal znaczy. Zalałam się łzami.
*Nathalie*
Dojechaliśmy na miejsce spotkania. Opuszczona leśniczówka na środku lasu. Super. Weszliśmy do środka. Czekał na nas dość potezny mężczyzna.
- Jason ma Emily!- krzyknął Niall i do niego podbiegł.
- Domyśliłem się.- odparł spokojnie mężczyzna.- Był u mnie dzisiaj. Wyzywał mnie, że jestem idiotą. Powiedział, że sam da sobie radę i, że pożałujesz tego ty i twoja ślicznotka.- Niall napiął mięsnie. Podeszłam do niego i złapałam go za ramię. Spojrzał na mnie i trochę się rozluźnił.
- Musimy coś wymyslić!
- Myślisz, że nie wiem? Cały czas próbuje wymyślić jakiś plan, ale nic z tego. Jason jest sprytny.
- Wiesz chociaż, gdzie może być?!
- Podejrzewam, że przetrzymuje ją w starej, opuszczonej fabryce za lasem.
- Trzeba go przechytrzyć.- wtrąciłam nagle.
- To nie takie łatwe. Może nas to kosztować życie. Jason jest uzbrojony. Będzie jej pilnować.- wyjąsnił Dan.
- Pomożesz nam? Proszę.- głos Nialla był błagalny. Mężczyzna ciężko westchnął.
- Masz szczęście, że cie lubie Horan.- Niall się uśmiechnał i zasiedliśny przy stole.
- A więc, do fabryki prowadzą 4 wejścia. Dwa tylne i dwa z przodu, dostawcze. Moglibyśmy wejść tymi dostawczymi, ale to za przwidywalne.
- Macie jakąs broń?- spytałam nagle. Spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Tak. Mam z trzy egzemplarze przy sobie.- uśmiechnełam się.
- Chyba mam pomysł.- przyjęli poze słuchaczy.- Jason spodziewa się Nialla, ale nie ciebie, prawda?
- Tego nie jestem pewien. Ale chyba nie.
- Mnie również całkiem się nie spodziewa. Moglibyśmy zrobić tak: wszyscy razem pojechalibyśmy do tej fabryki, każdy uzbroi się w pistolet. Jeden nie będzie miał wcale naboi, drugi będzie miał tylko jeden, a trzeci będzie załadowany. Dan, ty wejdziesz wejściem dostawczym, ja z Niallem tylnym. Weźmiesz naładowany pistolet i wystrzelisz nim gdziekolwiek. Jason się wystraszy i przybiegnie do głównego holu w fabryce. Wtedy dasz nam znak, że Jason jest z tobą strzelając w ziemię. Niall pójdzie szukać Emily, a ja zakradnę się na Jasona od tyłu z pisotletem jednonabojowym. Otoczymy go i nawet nie będzie o tym wiedział. Będziesz tam stał i w niego celował, a on zapewne cię wyśmieje, wtedy ja strzele od tyłu i później pójdzie łatwo. Co wy na to?- patrzeli na mnie zdumieni.
- Podziwiam twój potencjał i zapał bojowy. Niezłam jesteś. To się może sprawdzić.- uśmiechnęłam się, kiedy dostałam pochwałe od
Dana.
- Ale skąd możesz mieć pewność, że traisz za pierwszy razem?- spytał Niall.
- Nie martw się. Opłacało się jeździć z tatą na polowania.- odparłam. Spojrzałam na Dana. Uśmiechał się.
- To na co czekamy?
- Nie tak szybko.- przerwał Niallowi Dan.- Dajmy czas Jasonowi. Dopadniemy go, ale jutro rano. Na razie dajmy mu czas, żeby się nakręcił.- Blondyn niepewnie pokręcił głową. Jeszcze raz omówiliśmy plan i wróciliśmy z Niallem do domu. Zbliżał się wieczór.
*Emily*
*Rano*
Obudziły mnie hałasy dochodzące zza drzwi. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku, które jest niewygodne. Znowu bolał mnie brzuch i głowa. Znajome uczucie. Wychyliłam głowę na koniec łóżka i znowu zwymiotowałam. W pomieszczeniu unosił się odór moich wymiocin. Rozejrzałam się i dostrzegłam niewielki okno. Całe było brudne od kurzu. Byłam wolna od jakichkolwiek węzłów. Podeszłam do okna i próbowałam je otworzyć. Udało się. Poczułam powiew świeżego powietrza z zewnątrz. Od razu lepiej. Podskoczyłam i złapał się rękoma ramy okna. Powoli się wciągałam, żeby móc wyjść. Kiedy byłam już w połowie poczułam czyjeś ręce na moich udach. Wciągnęły mnie do środka i rzuciły na podłoge. Jason. Zamknął okno i stanął przede mną.
- Co znudziło ci się tutaj kochanie?- zapytał pełen złosci.- Zostaniesz tu na zawsze!- krzyknął i uderzył mnie z całej siły w twarz. Złapał mnie za włosy i pociągnął do góry. Krzyczałam z bólu, ale on nic sobie z tego nie robił. Jeden cios w brzuch. Drugi. Trzeci. Puścił mnie, a ja upadłam na podłogę i się skuliłam. Podniósł mnie i uderzył kolanem w moje podbrzusze. Potem pięścią dostałam w polik. Z wargi poelciała krew. Upadłam bezwładnie na podłogę. Byłam półprzytomna. Chciałam, żeby był tu Niall. Z moich usta lała się krew. Kopnął mnie w brzuch, a ja krzyknęłam. Zwijałam się z bólu. Trzymałam się za brzuch, a kiedy spojrzałam na moją dłoń była na niej krew. Nagle usłyszałam strzał. Na moje szczęśćie Jason wybiegł z pokoju i przymknął drzwi. Ból brzucha narastał coraz bardziej i bardziej. Później widziałam tylko ciemność.
*Niall*
Usłyszeliśmy z Nathalie dwa strzały. Dan zwabił Jasona w półapke. Dziewczyna pobiegła w wyznaczone miejsce, a ja przszukiwałem każde, nawet najmniejsze pomieszczenie. Nigdzie nie było Emily. W końcu dotarłem do dużych, metalowych drzwi. Były uchylone. Wszedłem do środka. Na ziemi leżało ciało. Podbiegłem do niego i się przeraziłem. To była Emily! Do moich oczu napłynęły łzy. Miała zamknięte oczy. Jej usta były zakrwawione. Wziąłem ją za rękę. Zobaczyłem, że pomiędzy jej nogami jest ogromna kałuża krwi, która robiła się większa i większa. Spodnie w kroku miała przesiąknięte krwią. Wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem na policję i pogotowie. Ręcę mi się trzęsły. Usłyszałem strzał. Pewnie Nathalie nacisnęła spust. Potem kolejny i kolejny. Dan nie wytrzymał. Trzymałem moją Emily za rękę. Położyłem jej głowę na moich kolanach. Moczyłem jej twarz moimi łzami. Minęło sporo czasu, a Emily straciła mnóstwo krwi.
- Trzymaj się, proszę cię.- powiedziałem, a po chwili do pomieszczenia wpadł policjant z bronią. Za nim przybiegł jakiś facet w czerwonym ubraniu. Pewnie z pogotowia. Wziął Emily na ręcę. Pobiegliśmy za nim. Zabrali Emily do szpitala, a Jasona na komisariat. Nathalie nie skrzywdziła go za bardzo. Uszkodziła mu nogę, ale tylko draśnięciem. W trójkę pojechaliśmy do szpitala. Tak sie bałem. Nie wiedziałem dlaczego tak mocno krwawiła. Jeśli ją dotykał, zgwałcił, cokolwiek, nie ręczę za siebie! Zabije chuja! Nie daruję mu tego. Nie jechaliśmy tak szybko, jak karetka, ale w szpitalu znaleźlismy się zaledwie 15 minut później. Recepcjonistka powiedziała, że zabrali ją na salę operacyjną. Dan pojechał do domu. Miał swoje sprawy. Siedziałem tam z Nathalie i czekaliśmy. Po jakiejś godzienie do szpitala wpadł zdenerwowany Tyler. Szedł w moją stronę i zaciskał pięści. W jego oczach było wypisane: "Już nie żyjesz". Szykowałem się na bójke.
____________________________________________________________________
I NAPISAŁAM ROZDZIAŁ 21! NIE WYSZEDŁ MI TAK, JAK PLANOWAŁAM, ALE JEST! :> MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ SPODOBA! CZYTASZ=KOMENTUJESZ! ;*

omg no co tu by powiedzieć , no jak zawszę genialne , trochę się przestraszyłam i wgl z tego ze ona tak krwawiła i wgl . Już myślałam że miedzy nią i JD coś jednka do czegoś dojdzie ..... masakra boję sie tego rozdziału hahaha ale jest <3 genialny dajsz szybko next kochana <3! szybciutkoo <3!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń