- Zanim go zabijesz, posłuchaj jak było naprawdę.- stała tak blisko Tylera, że dzieliło ich kilkanaście centymetrów.
- Dobrze wiem, że to wszystko to jego wina!- warknął do niej.
- Skąd możesz wiedzieć? z tego co wiem, to nie było cię wtedy w Londynie.- skrzyżowała ręce na piersi. Chciał coś powiedziec, ale Nathalie go zaskoczyła.- Emily została porwana po tym, jak wyszłam od niej z domu. Była załamana tym co usłyszała o Niallu.- Tylerowi napieły się mieśnie, kiedy usłyszał moje imię. Nathalie to zauważyła i kontynuowała.- Jego kumpel naopowiadał jej niewyobrażalnych rzeczy, bo był o nią zazdrosny. Chciał rozwalić ich związek. Sama kiedyś byłam z Niallem i wiem, że nie skrzywdziłby Emily. On nie jest taki. Więc się ogarnij i zostaw go w spokoju. A na przyszłość najpierw wysłuchaj wersji innych ludzi, a potem się mścij.- wyjąsniła mu wszystko, a na samym końcu spojrzała na niego wrogo. Byłem jej wdzięczny. Stanęła w mojej obronie i jeszcze w dodatku mnie kryła. Mam u niej dług.
- Chyba masz racje.- oznajmił i spojrzał na mnie. Podał ręke na zgode.- Wybacz, ja tylko się o nią martwię. Wiesz jaka ona jest. I jeszcze to porwanie.
- Uwierz mi, przeżywam to bardziej niż myślisz.- odparłem.
- Ile czasu już ją tam trzymają?- zapytał.
- Niecałe dwie godziny.- odpowiedziała mu Nathalie.
Staliśmy tam przez cały ten czas, kiedy do środka weszła jakaś niska brunetka. Podeszła do nas, a Tyler zamknął ją w dosć czułym uścisku.
- Co z nią?- spytała z troską w głosie. Nie wiedziałem za bardzo o co tu chodzi. Tyler obejmował ją w pasie, patrzył na nią jakby była ósmym cudem świata.
- Jeszcze nic nie wiadomo.- złapał ją za rękę i spojrzał na mnie.- Niall to jest Charlotte. Moja...dziewczyna.- widać było, że jest nieco zawstydzony. Brunetka podeszła do mnie i się przedstawiła.
- Lottie?!- usłyszeliśmy radosny głos Nathalie. Obydwie dziewczyny podbiegły do siebie i się przytuliły.
- To wy się znacie?- Tyler był wyraźnie zdziwiony. Nie ukrywam, ja też.
- Tak. Wujek Nathalie jest szefem wytwórni, w której pracuje.- wyjaśniła nam Charlotte. Najwyraźniej ona i Nathalie są bliskimi przyjaciółkami.
Całe wydarzenie przerwał nam lekarz. Wszyscy podbiegliśmy do niego.
- Tyler Winter?- rozglądał się po nas.
- To ja!- wykrzyknął prawie Tyler.- Czy wiadomo co z moją siostrą?
- Pacjentka straciła dużo krwi, ale to nie był problem.- po tych słowach wszyscy odetchnęliśmy z ulgą.- Tak. To była ta dobra wiadomość.
- Jak to? Jest jakaś zła?- nie mogłem wytrzymać. Musiałem się wtrącić.
- Niestety jest. Zdołaliśmy uratować Emily, ale niestety dziecko nie przeżyło. Potrzebowało krwi matki, a nie było jej za wiele i po prostu nie dało rady.
- Dziecko?!- wszyscy chórem powiedzielismy to słowo i spojrzeliśmy na lekarza.
- Nie wiedzieli państwo?
- Nikt nie wiedział. Nie wiem nawet, czy Emily wiedziała.- wyjaśniła Nathalie.
- Była w szóstym tygodniu ciąży. Przykro mi.- rzekł i zniknął za jakimiś wielkimi, skzlanymi drzwiami.
Wszyscy spojrzeli na mnie, a w oczach Tylera dostrzegłem cień złosci. Usiadłem bezsilnie na krześle, a reszta poszła w moje ślady. Wiedzieliśmy, że krzyki czy bójki są teraz zbędne. Ukryłem twarz w dłoniach, a pojedyńcze łzy spłynęły z moich polików. Nie mogłem w to uwierzyć. Byłbym ojcem! A teraz?! Straciłem i dziecko i Emily! Zabije chuja! Nie daruje mu tego! Wstałem i wybiegłem na zewnątrz. Przed budynkiem spotkałem chłopaków.
- Co jest?- spytał Liam. Wszyscy spojrzeli na mnie.
- Emily była w ciąży.- zrobili wielkie oczy.- Dziecko potrzebowało krwi, ale ona ją straciła. Poroniła. Rozumiesz?! Moje dziecko nie żyje!- krzyknąłem, a Liam złapał mnie za nadgarstek.
- Uspokój się!
- Znajde tego skurwysyna i zabije! Zabije!
- Uspokój się Horan! Słyszysz?! To ci i tak nic teraz nie da! Powinieneś się martwić o Emily, a nie przejmowac się Jasonem!- wrzasnął do mnie. Muszę przyznać, że jego krzyki na mnie podziałały. Posłuchałem go i razem wróciliśmy do szpitala, gdzie siedzieli Tyler z Nathalie i Charlotte. Przedstawiłem ich sobie i przez reszte czasu siedzieliśmy w milczeniu, kiedy znowu podszedł do nas doktor.
- Nie ma co tutaj tak siedzieć.- zaczął.- Jedźcie do domu, wypocznijcie, wyśpijcie się. Zadzwonimy, kiedy tylko się obudzi.- spojrzeliśmy na niego.- Naprawdę, potrzebujecie snu.
Nawet sie nie kapłem, że jest już wieczór. Spędziliśmy tu prawie cały dzień. Oczy miałem podczerwienione (jak wszyscy) i zasypiałem na siedząco. Wszyscy opuściliśmy budynek i pojechaliśmy do swoich domów.
*Tyler*
Nadal byłem w szoku. Jednocześnie byłem zły na Nialla i chciałem go zamordować, ale wiedziałem jak to przeżywa. Wszyscy byliśmy zaskoczeni i zdenerwowani. Wziąłem prysznic i nic nie mówiąc położyłem się do łóżka. Charlotte jeszcze długo rozpakowywała swoje rzeczy i dołączyła do mnie. Długo jeszcze myślałem o tym wszystkim. Byłbym wujkiem. Moja mała siostrzyczka byłaby mamą. Łza pociekła po moim poliku, kiedy przypomniałem sobie, że przecież to dziecko nie żyje. Długo się kreciłem aż w końcu udało mi się zasnąć.
______________________________________________________________________
HEJ, HEJ! MAM ROZDZIAŁ 22! TAK WIEM, NIE WYSZEDŁ PERFEKCYJNIE, ALE JEST! NASTĘPNY PODEJRZEWAM, ŻE BĘDZIE CIEKAWSZY I DŁUŻSZY NIŻ TEN :) ALE MYŚLE, ŻE SIE SPODOBA. CZYTASZ=KOMENTUJESZ! ;*

:o :o ... Genialny! :*
OdpowiedzUsuńomg !!!!!!!!!! super !!!!!!!
OdpowiedzUsuń