niedziela, 16 lutego 2014

ROZDZIAŁ 9

Dźwięk pikania w urządzeniu był teraz ciągły. Nie wiedziałam co robić. Panikowałam. Płakałam jak dziecko. 
- Niall!- krzyczałam, choć i tak wiedziałam, że mnie nie słyszy.- Niall błagam cię! Otwórz oczy! Proszę!- nagle do sali wbiegł lekarz.
- Proszę stąd wyjść!- rozkazał mi, ale ja i tak nie ruszałam się z miejsca.- David, zabierz panią!
- Nie!- krzyczałam na cały szpital, gdy mężczyzna w fartuchu złapał mnie od tyłu za ręcę, abym się nie wyrwała.- Zostaw mnie! Puszczaj!
- Nie szarp się.- powiedział ostro.- Uspokój sie dziewczyno!- przestałam krzyczeć, a mężczyzna zaprowadził mnie do gabinetu i podał tabletki na uspokojenie. Podziałały, ale nadal płakałam. Co się dzieje?! Jego serce...tak nie może być! Nie chcem go stracić! On musi żyć!
- Co się stało?!- wykrzyczałam do siedzącego przede mną lekarza.
- Nie jestem pewien, ale podejrzewam, że uszkodzone żebra mogły naruszyć płuca i przygnieśc serce, co zatrzymało jego bicie.- czyli, że mógł umrzec.- Nie masz się czym martwić. Dużo było tutaj takich przypadków. Wyjdzie z tego. A tobie kazałbym wrócic do domu.
- Nigdzie się stąd nie ruszę!- popatrzałam na niego i oznajmiłam stanowczo.
- Lepiej dla ciebie, żebyś odpoczęła.- nalegał lekarz.
- Nigdzie nie idę!- nie dawałam za wygraną.
- Zadzwonię do ciebie kiedy tylko, będzie mi coś wiadomo.- uniosłam brwi do góry.- Obiecuję.- zapisałam swój numer na karteczce i opuściłam budynek. Nadal nie mogłam dopuścić do
siebie tej najgorszej mysli. "Wszystko będzie dobrze"- mowiłam do siebie w myślach. Weszłam do domu i zaczęłam płakać. Osunełam się po drzwiach w dół, podkuliłam nogi i schowałam głowę w kolanach. Płakałam tak jeszcze z godzinę, kiedy zadzwonił telefon. Jak poparzona wyjełam go z kieszeni i odebrałam połączenie.
- Dzień dobry panno Winter.- poznałam ten głos.- Dzwonię do pani, żeby powiadomić, że z panem Horanem wszystko w porządku i już się obudził, ale na wizyty za wcześnie. Prosze przyjść jutro rano. 
- Ale, ja musze go zobaczyć!- krzyczałam do mężczyzny.
- Prosze się uspokoić. Nerwy to teraz ostatnie co pani potrzebne.
- Proszę, chociaz na 5 minut. Prosze!- błagałam.
- No dobrze, ale ani minuty dłużej!
- Dziękuję! Zaraz będę!- powiedziałam i się rozłączyłam.

Minęło zaledwie kilka minut, a ja od razu znalazłam się w szpitalu. Na korytarzu spotkałam lekarza. Spytałam go o Nialla. Przenieśli go na drugie piętro. Szybko pobiegłam po schodach, przeskakując co dwa stopnie. Znalazłam się pod drzwiami. Weszłam do środka. Leżał tam. Taki bezbronny. Pojedyncza łza spłyneła po moim poliku. Podbiegłam do niego i złapałam go za rękę. Tym razem spał. Nie chciałam go budzić.
- Niall...-zaczęłam, ale kropli łzy spadły na nasze złączone ręcę.- Przepraszam. To moja wina. Gdybyś mnie wtedy nie obronił, nic by się nie stało. Nigdy sobie tego nie wybacze, że przeze mnie mogłeś...- zalałam się płaczem.- Miałeś rację, a ja nie. Kłamałam mówiąc, że nic dla mnie nie znaczysz. Kocham cię. Tak bardzo. Nie możesz mnie teraz zostawić. Nie teraz! Nie, kiedy cię potrzebuję! Proszę cię, nie opuszczaj mnie.- poczułam jak ściska moją rękę. Nie byłam pewna czy mnie słyszy, ale wiedziałam, że wie, że tu jestem. Wymusiłam mały uśmiech. Do sali weszła pielęgniarka i nakazała wyjśc. Czas wizyty się skończył. Z niechęcią opuściłam blondyna i usiadłam na krzesle przy wyjściu. Ukryłam twarz w dłoniach. 
- Wyjdzie stąd za około 5 dni.- usłyszałam nagle za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam lekarza.- Mam do ciebie prośbę. Nie sprzeciwiaj mi się, tylko idź do domu, odpocznij, przespij się i przyjdź jutro. Odwiedzaj go codziennie kiedy tylko chcesz, ale błagam odpuść sobie na dzisiaj.- posłuchałam doktora. Może rzeczywiście trochę snu mi się przyda. Wróciłam do domu. Wykąpałam się i poszłam spać.


~5 dni póżniej~
Nareszcie nadszedł ten dzień. Dzień, w którym wypiszą Nialla ze szpitala. Odwiedzałam go codziennie po kilka razy kiedy tylko skończyłam lekcje. Prawie w ogóle nie spałam. Każdą chwilę spędzałam z nim. Chciałam być blisko. Był piątek. Potanowiłam odpuścic sobie ten jeden dzień w szkole. Wstałam rano i poszłam do łazienki trochę się odświeżyć.
Ubrałam się i pomalowałam. Zamknęłam dom i szczęsliwa, że w końcu zobaczę blondyna całego i zdrowego ruszyłam do szpitala. Po 20 minutach marszu weszłam do budynku i usiadłam na ławce przy recepcji i czekałam. 
W końcu z gabinetu lekarskiego wyszedł Niall. Miał zabandażowana rękę i lekkie, słabo widoczne zadrapania na twarzy. Wstałam i od razu do niego podbiegłam. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się pokazując swoje białe ząbki. Powoli go przytuliłam. 
- Tak bardzo się bałam.- wyszeptałam mu do ucha przytulając go mocniej. Cieszyłam się, że jest przy mnie. Zamówiłam taksówkę i razem pojechaliśmy do jego domu. Weszliśmy do środka, a blondyn pierwsze co zrobił to poszedł pod prysznic. Ja w tym czasie przygotowałam dla nas tosty. Chłopak na widok jedzenia zajął miejsce przy stole i czekał na swoją porcję. Po jedzeniu poszliśmy z Niallem do jego sypialni wypakować jego rzeczy. Oczywiście nie pozwoliłam mu nic robić. Leżał na łóżku, a ja chowałam jego ciuchy do szafy. kiedy skończylam usiadłam na brzegu łóżka przodem do chłopaka. Niall podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie.
- Mówiłaś prawdę?- zapytał, a ja nie wiedziałam o co chodzi.- Wtedy w szpitalu?
- O czym ty mówisz? Ja nic nie...- nie pozwolił mi dokończyć.
- Wcale nie spałem.- powiedział i się zaśmiał.- Odpoczywałem tylko. Słyszałem, że przyszłaś, poczułem jak łapiesz mnie za rękę.- zarumieniłam się lekko. Spuściłam głowę w dół. Nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu wiedział co do niego czuję. Nic nie mówiąc położył się na łóżku i podniósł rękę, abym położyłam się koło niego. Na początku się wahałam, ale w końcu uległam. Leżałam koło blondyna, a głowę położyłam na jego klatce piersowej tak, że słyszalam bicie jego serca.
Czułam jak jego klatka podnosi się i opada wraz z każdym oddechem. Objął mnie ramieniem i pocałował w czoło. Poczułam gromadę motyli w brzuchu. W jego objęciach czułam się bezpiecznie. 





___________________________________________________________________________

PRZYBYWAM Z ROZDZIAŁEM 9! TEN WYSZEDŁ MI SZCZEGÓLNIE BEZNADZIEJNE ;-; NIE MIAŁAM WENY, ALE CHCIAŁAM TYLKO POWIEDZIEĆ, ŻE WSZYSTKIE ROZDZIAŁY PISZE NA ŻYWCA. BEZ ŻADNEGO PRZEMYŚLENIA CO DALEJ, ITD. PISZĘ JAK LECI, AKCJA SAMA SIĘ DALEJ TOCZY, WIĘC JEŚLI COŚ SIĘ NIE SPODOBA TO PISZCIE. MOŻLIWE, ŻE WSTAWIE KOLEJNY ROZDZIAŁ JESZCZE DZISIAJ, ALE TO NIE JEST PEWNE! CZYTASZ=KOMENTUJESZ! ;*

2 komentarze:

  1. O Boże wstawiaj, wstawiaj !!! Wow jesteś niezła w tym pisaniu na żywca serio !!! <333 Kocham to opowiadanie ... !!! a co twojego 2 opowiadania ... co z nim piszecie go jeszcze wgl ?? Bo jest równie cudowny ! <333 Pozdrawiam :***

    OdpowiedzUsuń
  2. omggg jakie to słodkiee <3333 świetnie piszesz kochana <3 wstawiaj szybkooo nextaaa <33333333 !!!!! ps napisałm rozdizał szybkoooo nextttt !!!!! <3 kc <3 pozdro :**

    OdpowiedzUsuń