sobota, 15 lutego 2014

ROZDZIAŁ 8

Obudziłam się i leżałam na chodniku. Byłam cała mokra od deszczu, który właśnie padał. Nie wiedziałam skąd się tam wzięłam. Bolała mnie głowa. Złapłam się za miejsce bólu i zobaczyłam na ręku krew. Co się stało?! Teraz wszystko sobie pzrypomniałam. Wybiegłam z domu Nialla po naszej kłótni. Później pamiętam jedynie dźwięk trąbiącego samochodu, którego już nie było. Ulica była pusta. Leżało na niej czyjeś ciało. Wstałam i podbiegłam do leżacego na ziemi człowieka. Kiedy zobaczyłam kto to, zaczęłam płakać jak głupia. Na asfalcie leżał Niall. Jego głowa była w niewielkiej kałuży krwi. Miał rozciętą, dość głeboką rane na czole i nad brwią. Zasłoniłam usta ręką, aby powstrzymać krzyk. Wyjęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam po pogotowie. Przez moją panike i strach nic nie mogli zrozumieć. W końcu po pół godzinie przyjechali na miejsce. Zabrali Nialla razem ze mną. Nic poważnego mi się nie stało, ale chcą przemyć moje rany i założyć opatrunek. Kiedy tylko dojechaliśmy do szpitala zabrali Nialla na salę obserwacyjną. Bałam się, że mogło mu się stac coś bardzo poważnego. Przeze mnie mógł umrzeć! Nie wybaczę tego sobie! Teraz dotarło do mnie, jak wielką miał rację! Tak bardzo go kochałam! Nie chciałam go stracić! Nie mogłam! Martwiłam się o niego. Po dłuższym czasie z sali wyszedł lekarz. 
- Co z nim?!- wykrzyczałam łapiąc go za ramię.
- Jego stan jest stabilny. Ma stłuczoną czaszkę, stłuczone żebra i uszkodzoną rękę. Miał wielkie szczęście. Gdyby samochód jechał szybciej, nawet nie chcem wiedzieć co by było. Na razie jest w śpiączce i nie wiemy kiedy się obudzi, ale nie masz się o co martwić. Będzie żył.- na tą wiadomość bardzo sie ucieszyłam. To było najważniejsze.- Jak to się w ogóle stało?
- Pokłóciliśmy sie i wybiegłam z jego domu prosto pod samochód, ale kiedy się obudziłam leżałam na chodniku, a on na ulicy. Przestraszyłam się.- zaczęłam płakać. Lekarz mnie przytulił.- Czy ja mogę do niego wejść?
- Przykro mi, ale w tej chwili to niemożliwe. Pacjent musi odpoczywać. Zadzwonimy do pani, jak tylko się obudzi, a teraz chciałby się zająć tobą.- powiedział i zabrał mnie do jakiegoś gabinetu. Kazał usiąśc na łóżku. Przemył mi rane wodą utlenioną, posamrował jakąś maścią i nakleił dość duży kawałek plastra.- Jest w domu ktoś dorosły, żeby cię stąd zabrać?
- Mieszkam obok.- oznajmiłam na co lekarz się tylko uśmiechnął.
- Uważaj na siebie.- usłyszałam zanim opuściłam gabinet. 
Opuściłam szpital i kierowałam się w stronę domu. Myślałam o Niallu. To wszystko moja wina! Mogłam bardziej uważać! Jestem idiotką! Weszłam do środka i od razu poszłam do łazienki. Musiałam się umyć. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. W ręku miałam małe ostrze. Pocięłam rękę kilka razy, a krew spłynęła wraz z wodą do odpływu. Po umyciu się wytarłam ciało ręcznikiem i zabandażowałam rękę. Ubrałam piżamę i poszłam do swojego pokoju. Tak bardzo chciałabym, żeby był teraz przy mnie Tyler. Powiedziałby mi co zrobić. z pewnością zakazłby mi się z nim spotykać i kazałby mi o nim zapomnieć. Lepsze to niż nic. Ale byłam sama. Całkiem sama. Znowu. 

~*~
Usłyszałam dzwonienie telefonu. Spojrzałam na zegarek. 04:27. Kto normalny dzwoni o tej porze?! Musiałam zasnąć bo moje włosy były całe potargane, a oczy same się zamykały od przerwanego snu. Na wyświetlaczu był nienzany mi numer. Odebrałam.
- Halo?!- zaczęłam wkurzona.
- Panna Winter?- usłyszałam czyjść meski głos w słuchawce.
- Tak, o co chodzi?
- Chodzi o pana Horana. Miałem do pani zadzwonić kiedy się obudzi. Wiem, że dzwonienie o tej porze jest szalone, ale sama pani chciała.
- Świetnie!- wkrzyczałam na cały dom.- Zaraz będę!
- Rozumiem, że się pani cieszy, ale prosiłbym panią, żeby przyszłam pani później. Dopiero po południe. Pacjent dopiero co się obudził, a takie nagłe wizyty nie są dobrym pomysłem.
- Dobrze.- odparłam oburzona.
- Jeszcze raz przepraszam i do widzenia!
- Do widzenia.- zakończyłam rozmowę i schowałam telefon pod poduszkę.

Rano obudziłam się z lekkimi worami pod oczami. Po telefonie ze szpitala nie spałam przez godzine. Później udało mi się usnąć. Jest 11:30, a w szpialu mam być po południu. Zostało mi trochę czasu. Zjadłam śniadanie i się ubrałam. Zrobiłam koka i pomalowałam rzęsy. Poszłam do sklepu obok po jakieś owoce i ciastka dla Nialla. Jedzenie w szpitalu nie jest za dobre. Kiedy wyszłam ze sklepu było kilka minut po 12. Nie mogłam dłużej czekać. Ruszyłam w stronę szpitala. Podeszłam do recepcji, gdzie przywitała mnie wesoła recepcjonistka.
- Dzień dobry, ja do Nialla Horana.- poinformowałam kobietę, która szukała czegoś w papierach.
- Jest pani kimś z rodziny?- super. Nie wpuszczą mnie, bo jestem tylko znajomą.
- Nie...- kobieta nie pozwoliła mi dokończyć.
- w takim razie przykro mi, ale nie moge...- tym razem to ja jej przerwałam. 
- Jestem jego dziewczyną.- nie wiem dlaczego to powiedziałam, ale musiałam się z nim zobaczyć.
- Oh.- była zdziwiona.- Sala numer 106. Trzecie piętro. 
- Dziękuję.- uśmiechnełam się do niej i poszłam w kierunku przez nią wskazanym. 
Zapukałam do drzwi i usłyszałam ciche, z trudnością wypowiedziane "wejść". Łzy napłynęły mi do oczu. Weszłam, a chłopak aż zamarł na mój widok. 
- Emily.- wypowiedział tylko moje imię. Widać, że mówienie sprawia mu wielki wysiłek.
- Hej. Jak się czujesz?- zapytałam choć wiedziałam, że nie jest najlepiej. 
- Może być.- odpowiedział cicho, że ledwo go słyszałam. Rozpakowałam owoce wraz z ciastaki i położyłam je na szafce. 
- Nie pytaj dlaczego przyszłam. Po prostu musiałam. Przeze mnie mogłeś umrzeć.- łzy spłynęły z moich oczu. Niall złapał mnie za rękę.
- Prosze cię, nie płacz.- wyszeptał do mnie. Momentalnie zabrałam rękę. 
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Musiałem.- mogłam się spodziewać takiej odpowiedzi.
- Ale dlaczego?- naciskałam na niego. Musiałam się dowiedzieć.
- Nie chciałem, żeby coś ci się stało.- mówił tak cicho, że musialam się nachylić.- Musiałem to zrobić.
- Przeze mnie mogłeś umrzeć!- powiedzialam znowu, tylko tym razem głośniej.- Czy ty w ogóle zdaleś sobie sprawę jakie będą tego konsekwencje?!
- Nie obchodza mnie konsekwencje!- wymusił z siebie wrzask.- Chciałem to zrobić i zrobiłem! Musiałem! Nie mogłem cię stracić! Nie teraz, kiedy się w tobie...- urwał i zamilkł.
- Co?! We mnie co?!- nie mogłam wytrzymać.- Niall, powiedz!- gadałam do chłopaka, który miał zamknięte oczy. Usnął? Tak nagle? 

___________________________________________________________________
DLA WAS ROZDZIAŁ 8! :D CZYTASZ=KOMENTUJESZ! ;* DO NAPISANIA!

3 komentarze:

  1. Bożeee !!! Kocham Cię że nadal dla nas piszesz !!! <3333 jesteś cudowna i widze, że wena wróciła, ale jak dla mnie masz ją od samego początku :*** KOchammm !!!! ojjjjjjj.... :**** co teraz z nim będzie omg ... next !!!! <333 będe sprawdzała jak najczęsciej potrafię !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rodział ;).. Czekam z niecierpliwością na next !. ;p Dodawaj szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. omgggg !!!! kocham cię matko dziękuje że nadal dla nas to piszesz !!! jesteś wspaniała i nie mów , że to jest beznadziejne bo to jest świetne , cudowne wspaniałe dokładnie wiesz jak opisać każdy szczegół , każdy mały zakamarek tego opowiadania mi się podoba . Wena nigdy cię nie opuściła . Wspaniałe , ale co teraz z nim będzie co będzie z nimi !!! Matko dziewczyno pisz jak najszybciej nextt jestem tak nienasycona tym opowiadaniem chce wiedzieć co będzie dalejjj szybkooo nextttt <3 dziękuje za koma <3 pozdrawiam i całuski :**

    OdpowiedzUsuń